…[enter], czyli głupie sny

Było zimowe popołudnie, słońce powoli znikało za linią horyzontu [a raczej linią budynków]. Świat zamieniał się w ponurą szarość. Wracałam autobusem z Wrocławia razem z Anką. W pewnym momencie zauważyłam, że przejeżdżamy przez OSiedle Z. Nie zdziwiło mnie to; stwierdziłam tylko, że muszę się przesiąść. Anka zaczęła mnie nagle szarpać za rękaw i przypominać mi, o zadaniu, którego się [?] podjęłam. Miałam odpowiadać za kontakty naszej uczelni z policją [police relations??? :)]. Anka oświadczyła, że ktoś u nas w szkole urwał zlew i, że w związku z tym muszę natychmiast iść na komendę. SKrzywiłam się i powiedziałam, że złapię jakiegoś policjanta na swojej ulicy, ale Anka się upierała, więc dla świętego spokojupowiedziałam jej, że pójdę na komendę główną [oni tam zapewne nie mają co robić i zajnmą się sprawą urwanego zlewu z okrzykami radości :). WYpadłam w ostatniej chwili z autobusu, który o mały włos nie uwiózłby mnie niewiadomogdzie. Postałam chwilkę na przystanku, po czym wsiadłam do pierwszego autobusu, który nadjechał. Rychło okazało się, że jedzie onw przeciwnym kierunku, dlatego też walnęłam w przycisk otwierający drzwi i wysiadłam w połowie ulicy prowadzącej z osiedla Z. na osiedle M., czyli niejako w szczerym polu. Skierowałąm się w stronę śródmieścia. Zmrok zaczął zapadać nieubłaganie, tymczasem ja wplątałam się w labirynt uliczek Kolonii [choć nie przypominam sobie, żeby w rzeczywistości to osiedle było tak duże]. Pamiętam przeraźliwą ciszę, jaka tam panowała. Każdy z domów wyglądał tak samo – biały, nieduży, z przylegającym doń ogrodem okolonym białym płotkiem. W żadnym z okien nie paliło się światło; w ogóle całe osiedle wyglądało na wymarłe. Słuszałam tylko odgłos swoich własnych kroków. Zaczęłam biec. Co i rusz wpadałam w ślepe uliczki; znó te same domki, jakbym była otoczona przez lustra. W końcu przeskoczyłam przez jeden z białych płotków i obeszłam domek. Jeszcze raz pokonałam płot i znalazłam się wreszcie na normalnej ulicy [ul. S. - nie wiem jakim cudem tam wylądowałam]. Biegłam w stronę śródmieścia, na zegarku była już godzina 20.00 zrobiło się zupełnie ciemno i zastanawiałam się, czy komenda będzie jeszcze czynna. Nagle zobaczyłąm, że jeden z samochodów jedzie prosto na mnie. Próbowałam uskoczyć, ale on również zmienił kurs. Wszystko nagle spowolniło, czułam się jak w grze komputerowej. Ja miotałam się to w prawo to w lewo, samochód miotał się za mną. Oślepił mnie reflektorami i… obudziłam się…

Małe wyjaśnienie. Od kilku dni większość normalnych czynności życiowych jest dla mnie niedostępna, więc większą część czasu po prostu śpię. Głupich snów się „namam” chyba do końća życia… :/

Ten wpis został opublikowany w kategorii Bez kategorii. Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

Jedna odpowiedź na „…[enter], czyli głupie sny

Odpowiedz na „~ogłoszenia sex telefonAnuluj pisanie odpowiedzi

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Możesz użyć następujących tagów oraz atrybutów HTML-a: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <strike> <strong>