|
|
Znow wracam na stare szlaki. Wprawdzie odmowilam juz jedno pracowe „wyjscie”, o czym nie omieszkalam poinformowac dumnie Cai, ale cala reszta krotkoterminowych planow i tak odbije sie negatywnie na stanie konta.
Dlugoterminowe plany tymczasem obejmuja az 4 wakacyjne wyjazdy w tym roku. Dolozywszy koszty codziennego utrzymania, wyjdzie ze wydam 2 razy wiecej niz zarobie.
Ot, kryzys.
Tymczasem zas endzojuje kazdy dzien. Praca, a szczegolnie popoludniowe zmiany sa zrodlem niemal przyjemnosci. Niemal, bo w koncu praca to praca i nie nalezy oczekiwac fajerwerkow i wodotryskow. Jest przyjemnie, a to juz duzo.
Noworoczne postanowienie pt „zadnych romansow w miejscu pracy” chwieje sie i lada chwila poleci na… tzn w dol poleci i jedynym pozytywem w tej kwestii jest fakt czestego staff turnover.
Zycie prywatne uprzyjemnia fakt posiadania boilera, ktory dziala (surprise surprise), wanny i duuuzej kuchni, w ktorej moge wreszcie przypalac, tzn gotowac sobie porzadne jedzenie.
Poza tym zaczal sie juz kurs jezyka, wiec zauczam sie w wolnych chwilach, ktorych jest troche w obecnej chwili, jako ze Internet wciaz nie dziala w nowym mieszkaniu.
Na marginesie placza sie osobnicy w liczbie sztuk 2, co stanowi mila wisienke na mym obecnym torcie zycia.
Panie i panowie, dobrze jest.
Po dlugim procesie myslenia przychodza zawsze wnioski
Stwierdzenie, ktore zawsze brzmi tak samo:
„Ja juz sama nie wiem… „(tu szereg slow malo cenzuralnych)
Bo z jednej strony niewiele w zyciu zaluje
A z drugiej – skoro nie osiagnelam jakiegos namacalnego sukcesu w zadnej dziedzinie, to dlaczego mialabym byc zadowolona ze swojego zycia? Moje decyzje musialy wiec byc calkowicie nietrafionie.
Przyjmujac wiec blednosc podejmowanych decyzji jako pewnik, nalezaloby wiec kazda potencjalna decyzje obrocic o 180 stopni (czy tez do gory nogami, zeby nie brzmialo zbyt matematycznie).
A moze po prostu nie powinnam robic nic?
Przejsc na inna plaszczyzne rzeczywistosci i z tej perspektywy obserwowac rozwoj wydarzen?
Tyle wiem
Na progu zaczyna zanikac
Pozniej juz tylko skrzypniecie drzwi
W powietrzu unosi sie przez chwile zapach perfum
Kilka slow rzuconych na pozegnanie
A pozniej i to rozplywa sie w otchlani niepamieci
Jak mozna wyryc siebie w scianie swiadomosci
Jak zapisac swe imie na kartkach pamieci
Jak sprawic by wspomnienie nie wyblaklo jak jesienny lisc
Jak utrwalic siebie na zawsze i na wiecznosc
Nauczyc sie swiecic wewnetrznym ogniem
Dawac cieplo
A nie tylko blyszczec swiatlem odbitym
Pamietam zapach grzanego wina i smak ust
Pamietam zachod slonca i szum fal adriatyku
Pamietam plany i marzenia
Pamietam chwile niepokoju
Pamietam noce bez snu
Pamietam olbrzymi fizyczny bol
Pamietam odliczanie kazdej sekundy w rytm oddechu
Pamietam dzika satysfakcje, gdy okazywalo sie ze mialam racje
Pamietam radosc i momenty rozczarowan
Pamietam slowa
SLOWA SLOWA SLOWA!
Stek klamstw, nic wiecej
I pamietam nadzieje, ta glupia, tlaca sie wciaz nadzieje, ze sie uda, ze bedzie dobrze, ze to wszystko nie bylo na darmo
A potem nawet ta nadzieja umarla
kazdy dzien jest desperacka walka o zachowanie pogody ducha
a przynajmniej pozytywnego nastawienia
codziennie rano wybieram usmiech zamiast lez
codziennie rano wybieram ze bede miala dobry dzien
odrzucam zle mysli
odrzucam szara rzeczywistosc
wybieram nierealna banke wlasnej wersji rzeczywistosci
wszystko, zeby tylko nie czuc sie nieszczesliwa
Wypieram z glowy zle mysli
Tak lepiej, bezpieczniej
Nalezy skoncentrowac sie na „tu i teraz”
Na wszystkich tych malych i przyziemnych sprawach
Problemy ducha pozostawic do rozwiazania na pozniej
Na kiedys
Na blizej niesprecyzowana przyszlosc
Tak lepiej
Bezpieczniej
Edynburska przeszlosc oplata mnie ze wszystkich stron
Nie pozwala zapomniec o tym na co chcialabym najchetniej spuscic zaslone milczenia
Konfrontuje z faktami terazniejszosci
a ja?
So what’s happened?
Life happened…
Kolejna nowa praca
Nowi ludzie
Nowe zadania przede mna
Nowe sympatie i nowe konflikty
Nowe chwile satysfakcji i nowe problemy
I wnioski, nie tak nowe:
Zaczynanie od poczatku wcale nie jest latwe, mimo rosnacego doswiadczenia w tej dziedzinie
Amen
Edynburg znow jest piekny a ja smieje sie z calego serca
Dopiero teraz zdalam sobie sprawe z tego, jak bardzo mi brakowalo takich chwil
Kocham to miasto
Kocham to miejsce
Kocham tych ludzi
Kocham kocham
I tylko wydaje sie, jakbym byla tu od zawsze i na zawsze
Wspomnienie slonecznej Italii odsuwa sie
Edi powital mnie dwoma przyjaznymi twarzami, sloncem i atmosfera nierzeczywistosci
Miasto moje-niemoje juz?
Tak trudno wyhamowac
Wiem, tylko czas pomoze
Wrocilam tu, czy wroce tam?
A moze nalezy udac sie w jeszcze inne miejsce?
A z drugiej strony, miejsce, czy ludzie wlasnie?
W zakletym kregu wlasnych pytan, przysiadam na pietach i zamykam oczy
wydaje sie ze w tej chwili pozostalo jedynie czekanie
praca, koncert, londyn, spotkania
to wszystko juz za mna
przede mna jeszcze tylko dzis wieczor
a potem ostateczne pozegnanie z Italia
boje sie, ciesze sie
tesknie… tylko nie wiem za czym bardziej
Nastepny dzien, tak oczekiwany, odchodzi w kraine wspomnien
Nadchodza kolejne noce bez snu
Wiem, nie wchodzi sie dwa razy do tej samej rzeki
Wiem, moj dom odszedl wtedy razem ze mna
Caly swiat wykonal krok do przodu przestajac tym samym byc MOIM swiatem
Czy znajde tam jeszcze, moze gdzies na marginesie, swoje miejsce?
I znow lzy bliskich
I znow psuje cos z powodu glupiego kaprysu
I znow chce niemozliwego
I znow powitam swit ogladajac sie wstecz
Drzwi otwarte, czas isc
Jak kiedys, w dawnym zyciu
znow na hiperczasie
Mijaja minuty, godziny
Swiat plynie do przodu
Rzeczywistosc nierzeczywista
Wszystko wokol jakby zbyt dobre, by moglo byc prawdziwym
Ludzie, ktorych chcialabym zatrzymac blisko siebie
Garsc wspomnien, lzy radosci i rozpaczy
I ten maly aniol ktory przysiadl na mym ramieniu i szepce mi swe rady do ucha
odziera swiat z iluzorycznej oslonki
powtarza do znudzenia, ze zycie to nie bajka
ze kazdy dzien jest walka
Odstawiona na polke niczym stara zabawka
Wypatruje tego jednego swiatelka w tunelu
jak zmiescic cale zycie w kilku pudelkach?
i znow "dom" zniknie za zakretem
Nauki poszly moze nie w las, ale przynajmniej na krotka przechadzke po parku
Krol kielichow zidentyfikowany, niby trafiony, ale…
Zatopiony ktos inny, nie wiem jakim sposobem, z moimi checiami nie mialo to w kazdym razie nic wspolnego. Jezeli jednak on MOZE, to dlaczego niemoglby ktos inny?
Frustruje mnie fakt, ze w moim przypadku doceniane jest tylko (JESLI juz jest doceniane w ogole) zewnetrze. A co z przymiotami duszy i umyslu? I dlaczego sa one doceniane u innych? Czy naprawde nie istnieje droga srodka?
Stanowczo, im dluzej zyje na tym swiecie, tym mniej cokolwiek z tego rozumiem
Moze wiec lepiej nie zawracac sobie glowy rozumieniem, przyjac wszystko jako fakt i zaakceptowac?
Latwiej jest zyc, gdy czlowiek przestaje sie zadreczac niesprawiedliwosciami swiata
Z drugiej strony, jak to jest, ze wszystko to zauwaza sie doskonale u innych?
Dzis wreszcie uslyszalam od E cala historie. Oczywiscie skonczylo sie tak jak podejrzewalam od jakiegos czasu. Skoro wiec "wiedzialam lepiej" niz reszta, dlaczego nie czuje sie usatysfakcjonowana, a tylko wkurwiona? Moze gdzies na dnie serca mialam jednak ta kropelke nadziei (jak to baba), ze wszystko sie ulozy?
I, do cholery jasnej, dlaczego w przypadku gdy zainteresowana jestem ja sama, owa kropla nadziei zmienia sie w ocean, ktory zalewa wszystkie wyspy rozsadku?????
Tymczasem dzis zrobilam "ducha" )) jako ze pozegnalam sie bylam ze wszystkimi juz w ubegly weekend. Zaciesnilam tez znajomosc z ulubionym numerem 6 oraz O i Peruwianka. Dostalam mega ignora od pewnej osoby, zupelnie bezzasadnie. Dowiedzialam sie tez, kto odbieral byl moje bookingi – lepiej pozno niz wcale . I tylko dlaczego, na litosc Boska, nie mozna tego bylo powiedziec wczesniej! Dlaczego ludzie tutaj sie tak czaja, zamiast mowic jasno i na temat… Kolejna roznica kulturowa, czy moze to ja jestem ta dziwna (jak to stwierdzil krol kielichow)
W domu bledne kolo braku sufitu i braku cieplej wody, jedno zalezy od drugiego, a z powodu deszczu roboty nie posuwaja sie do przodu. W zwiazku z tym znow zmuszona jestem brac prysznic po znajomych.
Poza tym dowiedzialam sie o skrywanej przede mna imprezie. Na oficjalny meeting mam sie stawic ja, ale na zwiazana z nim feste pojedzie ktos inny. Lajf…
Tak wiec na powierzchni "my perfect life" pojawia sie coraz wiecej pekniec i tylko czekac az wszystko pojdzie ****** (<–wstawic dowolne)
Ogolnie raczej pozytywnie, choc melancholia czai sie gdzies za rogiem
Kilka nowych linkow, nowa znajomosc
Mily pan z konsorcjum, z dnia na dzien stajacy sie milszy, chyba zapomnial, ze jeszcze kilka miesiecy temu przedstawial mi swoja narzeczona
Kierowca zamilkl, i gdyby nie to, ze podszedl do mnie calkiem swobodnie moglabym miec nadzieje ze to niesmialosc
Ten o numerach wszystkich z wyjatkiem 1 – trafiony-zatopiony, taki blitzkrieg , szkoda tylko ze tak pozno.
Kilku panow pozegnalo mnie z honorami i tylko zastanawiam sie, kiedy przekroczylam ta magiczna granice, kiedy z przedzialu 18-22 trafilam do przedzialu 40-50?
Poza tym o czym ja mam rozmawiac z ludzmi, ktorzy nigdzie nie byli, nic nie widzieli, ktorzy od 20 lat robia jedno i to samo? Mam byc inspiracja? Dziekuje, postoje. Inspiracja potrzebna jest na chwile, by oderwac sie od szarej codziennosci. Pozniej przestaje byc potrzebna. Odklada sie ja na polke i powraca do swego zycia.
Takie lekarstwo na kryzys wieku sredniego dziala tylko przez chwile.
Nic to, trzeba isc naprzod
Nalezy teraz stworzyc agende na nastepne 2 tygodnie, a takze plan wykonania
Karty stawiaja mi na drodze krola kielichow i ostrzezenie, ze wszystkie nauki pojda w las
Nic to
Hartowana zywa stala nie lamie sie, lecz ide naprzod z usmiechem
Taka wlasnie mnie zapamietacie
Dotykam swiata wokol mnie
Smakuje ksztalty i kolory
Przystajac w biegu rozgladam sie i…
Niektorzy wydaja sie angazowac
Calkiem niespodziewanie i niecalkiem potrzebnie
Inni, po dwoch krokach naprzod, cofaja sie o krok
Jeszcze inni stoja na uboczu
Wiekszosc nie wierzy, powod wydaje im sie zbyt blahy
A wszyscy juz…
Usmiecham sie, wciaz sie usmiecham
Zartuje
Biegam, dzialam, chce
Nie poddaje sie
I tylko wciaz nie potrafie poprosic… nie potrafie, nie chce, NIE DAM RADY!!!! Nienawidze prosic…
Tu w tym miejscu
Jest tylko jedna osoba
Ale moze znow sie myle
|
*** “The road of life twists and turns and no two directions are ever the same. Yet our lessons come from the journey, not the destination.”
/Don Williams, Jr./
|
Komentarze